Małgorzata Wassermann oraz Ewa Kochanowska opuściły sobotnie spotkanie z premierem Tuskiem, które zorganizowano z rodzinami ofiar katastrofy smoleńskiej. Obie panie oświadczyły, że nie usłyszały odpowiedzi na zadawane pytania, a zachowanie szefa rządu było „skandaliczne”. Beata Gosiewska oświadczyła, że premier obraził część osób i wykazał się „brakiem kultury”. Z kolei Paweł Deresz ocenił, że spotkanie i owszem było udane, choć dyskusja momentami była ostra a niektórzy pełnomocnicy rodzin „wykazywali nadmierną aktywność”. No i bądź tu panie mądry i pisz wiersze. Jakimś wyjściem byłoby opublikowanie stenogramów z obu spotkań (czego domaga się p. Wassermann), ale Paweł Deresz jest temu zdecydowanie przeciwny, bo tam są jego osobiste wypowiedzi (o ile dobrze zrozumiałam), a on nie chce, by te kwestie były znane szerszej opinii publicznej. Przyznaję, że ten argument mnie nie przekonuje, bo skoro można pytać w obecności – dajmy na to 50 obcych osób – to dlaczego to pytanie nie może być „zadane” (wysłuchane) w przestrzeni publicznej? I mielibyśmy klarowny obraz sytuacji. Ze zrozumiałych względów szanuję opinię p. Deresza, ale – powtarzam – szkoda, bo z dyskusji można byłoby „wykluczyć” panie, które – jak rozumiem – świadomie wprowadzają nas w błąd. Jeżeli oczywiście nas wprowadzają… A tak jesteśmy świadkami kolejnego medialnego „tańca” wokół tej tragedii, „tańca” który – jak sądzę – ma nas zmęczyć, aż w końcu opadniemy z sił i przestaniemy się pytać i w ogóle sprawą interesować.

Mam propozycję. Może opublikować tylko ten fragment, który dotyczy omawianej kwestii. Może p. Deresz w tym czasie nie zadaje żadnego pytania i w tym sensie Jego zastrzeżenie byłoby wówczas bezpodstawne. I po wysłuchaniu nagrania będziemy mieli jasność, kto kogo tutaj za nos wodzi.