Na jakie potrzeby powstała Tęcza i co miała ona początkowo symbolizować, to dziś rzecz wtórna. Wiadomo, że środowiska gejów, lesbijek, transseksualistów (LGBT) zaanektowały Tęcze na swoje potrzeby. Nic więc dziwnego, że druga strona uznała tę instalację jako akt, oczywiście akt symboliczny, przejęcia kontroli nad częścią (Plac Zbawiciela) stolicy. Wywołuje to zrozumiały sprzeciw i protesty środowisk konserwatywnych. Do takich należy zaliczyć ostatnią pikietę Ruchu Narodowego zorganizowanego pod Grobem Nieznanej Tęczy. Uważam, iż władze Warszawy z Hanną Gronkiewicz-Waltz na czele, podjęły decyzję o odbudowywaniu instalacji do skutku, a więc do końca świata, a nawet o dzień dłużej, z oczywistą premedytacją. Ma to na celu sprowokowanie drugiej strony, ukazaniem jej w niekorzystnym świetle, jako wichrzycieli porządku publicznego. Uważam jednak, że będzie miało to skutek akurat odwrotny. Ludzie widzą bowiem, że władza nie ma pieniędzy – jak twierdzi – na nic, żeby wspomnieć o rodzicach niepełnosprawnych dzieci. Tymczasem na Tęcze wykłada lekką ręką (o ile pamiętam) 70 tys. złotych. Będzie to Platformie Obywatelskiej zapamiętane. Wielokrotnie powtarzałam, że ludziom o odmiennej orientacji seksualnej należy się szacunek i są oni w Polsce tolerowani. Nie dzieje im się w Polsce krzywda. Tolerancja nie oznacza jednak akceptacji, o czym wyraźnie niektórzy nie chcą pamiętać.