Czy można pozyskać lepszy dowód na to,że jesteśmy rządzeni przez politycznych ignorantów, jak wprowadzenie rosyjskich sankcji? Sankcje zaskoczyły rząd Donalda Tuska, jak zima drogowców. Tak samo jest z naszym (nie)rządem. Każdy przytomny na umyśle wiedział, że skoro sytuacja na Ukrainie zaostrzy się, a my będziemy aktywnie uczestniczyli w tej grze, to musimy liczyć się ze zdecydowaną reakcją Rosji. Moskwa wielokrotnie udowodniła, że jeżeli ktoś nadepnie jej na odcisk, to potrafi odwinąć się. Rosja, co zresztą jest wpisane w jej strategię geopolityczną, traktuje gospodarkę, jako element wywierania wpływu na swoich oponentów. Można to wyczytać w oficjalnych dokumentach Kremla. Wygląda na to, że jest to gabinet nie posiadający umiejętności pisania, ani czytania, a to tego kompletnie ślepy. Sadownicy, wszelkiej maści paprykarze oraz miłośnicy pomidorów w szaleństwie rwą włosy z głowy, bo wiele wskazuje na to, że zbiory (w dużej części) będą musieli zaorać, bo rynek rosyjski został dla nich zamknięty. Ustalmy jedno: sadownicy sadzą, górnicy fedrują węgiel, a policjanci pilnują porządku. Tymczasem rząd… No właśnie co robi rząd? W normalnym państwie, które nie jest ujęte w prostą ale jakże zgrabną definicję: „Chu…, dupa i kamieni kupa” – zasadniczo rządzi. Mądry człowiek gdy widzi na horyzoncie chmury, to zabiera ze sobą parasol i kurtkę przeciwdeszczową. Głupi mówi, że jakoś to będzie, a ostateczności, to prześlizgnie się między kroplami deszczu. Wniosek jest prosty: rolnicy przestańcie liczyć na ten rząd, a jeżeli umiecie liczyć – liczcie na samych siebie!