Obchodzimy dzisiaj Narodowy Dzień Żołnierzy Wyklętych. Jesteśmy winni Im pamięć oraz wdzięczność, bo – jak powiedziała sanitariuszka „Inka” – zachowali się godnie, gdy nadszedł czas najwyższej próby. Komuniści nie tylko Ich torturowali, skazali na śmierć, ale i również na zapomnienie. Jeżeli już o Nich mówiono, to tylko per „bandyci”, „zaplute karły reakcji”. Wielu z nich nie ma jeszcze swoich mogił, nie wiadomo gdzie spoczywają ich kości, gdzie postawić prosty brzozowy krzyż – symbol żołnierskiej mogiły. III RP na wielu odcinkach nie zdała egzaminu, ale w tym przypadku jest to doświadczenie szczególnie bolesne. Sądzę na ową bezsilność znajdziemy odpowiedź w słowach czołowego janczara PRL: „Skoro on (w tym wypadku mówił o płk. Kuklińskim) był bohaterem, to kim my biliśmy?”. Odpowiedź jest prosta: Byliście zdrajcami i katami własnych braci. Nie ma dla was żadnej okoliczności łagodzącej. I choć po tej stronie nieba nie dosięgnie już was żadna kara, to wierzę, że po śmierci czeka was bezkresna nicość. I choć broni was jeszcze batalion Radziwiłłów, to na kartach historii zapisaliście się jak najgorzej mogliście. Upłynie jeszcze trochę wody w Wiśle zanim wygramy wojnę o pamięć, ale to my ją wygramy! Właściwie to nie my wygramy, ale wygra ją: „Inka”, „Zagończyk”, „Ogień”, „Łupaszko”. Wygra Polska! Dzisiaj chylimy przed Wami czoła, w dzień w którym zamordowano w mokotowskim więzieniu IV Zarząd Stowarzyszenia Wolności i Niezawisłości.