Rada Najwyższa Ukrainy przyjął w miniony czwartek ustawę, która uznaje prawny status uczestników walk o niezależność kraju w XX wieku, w tym członków Ukraińskiej Armii Powstańczej (UPA). Kilka godzin wcześniej w Werchownej Radzie (parlament ukraiński) przemawiał prezydent Bronisławem Komorowski, który słowem nie zająknął się o Zbrodni Wołyńskiej. Za to serdecznie wyściskał się z Petro Poroszenko. Widocznie lubi.Powiedzieć, że polska polityka zagraniczna leży, to obrazić pijaka spod budki z piwem, którego zmorzyła zbyt duża dawka alkoholu. Polska polityka zagraniczna ryje gdzieś głęboko pod ziemią, byleby tylko nie wyściubić nosa do świata. Nie wiem jak działają polskie służby dyplomatyczne na Ukrainie (że nie wspomnę o służbach specjalnych) bo – mogę domniemywać – iż, wprowadziły polskiego prezydenta na „minę”. I nie chodzi mi personalnie o Bronisława Komorowskiego, ale o majestat Rzeczpospolitej. Otóż kilka godzin po „historycznym” przemówieniu polskiego prezydenta w Werchownej Radzie, Ukraińcy wymierzyli Polakom siarczysty policzek. Komorowski jak ognia unikał słowa: „Wołyń”, a ukraińscy politycy przeszli nad tą zbrodnią do porządku dziennego, kładąc na głowy zbrodniarzy z UPA laurowy wieniec. Pytanie brzmi czy nasze służby dyplomatyczne i wywiadowcze wiedziały, że Ukraińcy smażą nam taki pasztet, czy też nie wiedziały!? Jeżeli wiedziały i nie poinformowały Kancelarii Prezydenta, to w trybie natychmiastowym powinny polecieć czyjeś głowy! Jeżeli natomiast wiedziały, poinformowały, a mimo to Bronisław Komorowski zdecydował się przemawiać w Wierchownej Radzie tuż przed głosowaniem tej ustawy, to mam nadzieję, że w najbliższych wyborach Polacy wyślą prezydenta Komorowskiego na nieustające polowanie. Z całą pewnością wyrządzi tam (choć wiem, że ekolodzy się ze mną nie zgodzą) mniej szkód, niż piastując zaszczytną funkcję głowy państwa. Ktoś może powiedzieć, że poseł Arciszewska jest proputinowska, bo pisze powyższe słowa. Otóż nie jestem ani proputinowska, ani proukraińska, jestem…propolska. Wiele lat temu – poprzez pana ambasadora Ukrainy w Polsce – przekazałam list skierowany do ukraińskich intelektualistów, prosząc o debatę na temat Zbrodni Wołyńskiej. Pisałem w nim, że jeżeli ten temat pozostawimy ugorem, to inni będą orać ten kawałek naszej wspólnej, bolesnej przeszłości. I co? Teraz to Rosjanie upominają się (oczywiście we własnym interesie) o polskie ofiary Zbrodni Wołyńskiej, a polski prezydent MILCZY. Jest wielkim milczącym. I ostatnie zdanie do Ukraińców. Pojednanie i przyszłość nie polega na tym, by klepać się po plecach, a jednocześnie deptać po grobach. Nie zbudujemy przyjaźni na kłamstwie, czy przemilczeniu. Rozumiem, że chcecie czcić swoich bohaterów. Ok. Jeżeli walczyli z bronią w ręku przeciwko polskim żołnierzom – trudno, tak wygląda wojna. Ale kobiety i dzieci…Hańba i wieczne potępienie na nich i tych, którzy ich gloryfikują. A prezydentowi Komorowskiemu już „dziękujemy”!