Na lewicy się gotuje. Leszek Miller pognał Grzegorza Napieralskiego gdzie pieprz rośnie, czyli dalej na lewo. Po lewej stronie od SLD znajduje się…wcale, że nie ściana. Tam jest jeszcze wąska przestrzeń, po której poruszają się tacy ludzie, jak pewien poseł z Biłgoraju, jeden profesor z Krakowa, ex-redaktor tygodnika prowadzonego przez „Goebbelsa stanu wojennego” oraz dwie panie (?) – niedoszłe kandydatki na prezydenta RP. Jest tam też cały szereg innych osób, których łączy wspólny mianownik: organiczna wręcz niechęć do Kościoła katolickiego, polskiej tradycji oraz rodziny. Wszyscy oni chcą wprowadzić Polskę w nowy, „lepszy świat”, wolny od tego wszystkiego co ich tak dotkliwie uwiera. To, że mnie (i większości Polaków) te wartości nie przeszkadzają – wcale ich nie interesuje. Jeżeli będziemy stawiali opór, oni będą chcieli nas ominąć i wpływać na nasze dzieci: poprzez programy edukacyjne (gender), telewizję oraz prawo (próba wprowadzenia do kodeksu karnego odpowiedzialności za tzw. język nienawiści, tabletki wczesnoporonne sprzedawane już 15-latkom).

Proszę zwrócić uwagę, że zaczynamy poruszać się po tematach, które „leżą na sercu” Platformie Obywatelskiej. W tym sensie projekt Grzegorza Napieralskiego (jestem o tym przekonana) otrzyma ciche błogosławieństwo ze strony PO, a także mediów głównego nurtu. PO będzie chciało upiec dwie pieczenie na jednym ogniu: przeprowadzić projekty, które uwiarygodnią ich w oczach zachodnich (zlaicyzowanych) demokracji oraz wykończą i złożą do grobu SLD – konkurenta do tego samego elektoratu, wyborcy który myśli w kategoriach „ciepłej wody w kranie” oraz „tu i teraz”.

Kto będzie przyszłym parterem dla PO pokaże I tura wyborów prezydenckich. Jeżeli Magdalena Ogórek uzyska słaby wynik, a więc rezultat gorszy od Pawła Kukiza lub Janusza Korwin-Mikkego, wówczas Leszek Miller odejdzie w polityczny niebyt, a jego miejsce zajmie Napieralski. Miller – po prostu – nie wytrzyma wewnętrznej rewolty oraz zewnętrznego naporu środowisk związanych z świeżo co upieczonym rebeliantem. Jeżeli natomiast Magdalena Ogórek otrzyma trzeci, np. dwucyfrowy wynik – Miller się ostoi i będzie aspirował do roli przyszłego koalicjanta PO.

Czytelnik może odnieść wrażanie, że istotą tego teksu jest przyszłość SLD. Nic bardzie mylnego. Uważam, że czasy świetności tej formacji, które przypadły na lata 90. ubiegłego stulecia, mamy już szczęśliwie za sobą. Ten tekst jest o PO, która przygląda się rozgrywkom (może nawet je inspiruje) w SLD i wokół Sojuszu, bo patrząc w perspektywie musi planować z kim będzie chciała zawrzeć koalicję.

Dla nas, opozycji, jest to dobra wiadomość. Po co mieszać ludziom w głowie? Po zejściu SLD z przyległościami ze sceny politycznej będziemy mieli dwa duże bloki: centrolewicowy – PO i centroprawicowy – PiS. Jak już historia pokazała PO przyjmie i zaopiekuje się wszystkimi postkomunistycznymi sierotami. W końcu to „partia zgody i miłości”.