Pani Anne Applebaum, prywatnie żona byłego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, musi żyć z poczuciem kompletnej bezkarności za słowo pisane, które wychodzi spod jej pióra. „W kilka godzin po katastrofie polscy eksperci medycyny sądowej byli na miejscu – pisze na łamach „Washington Post” żona Sikorskiego. – Natychmiast uzyskano dostęp do czarnych skrzynek, które przepisano skrupulatnie. Taśmę z kokpitu można odsłuchać online, a to sprawia, że ​ okoliczności są boleśnie jasne. Prezydent był spóźniony; zaplanowałtransmisję na żywo z Katynia. Kiedy rosyjscy kontrolerzy ruchu lotniczego chcieli zawrócić samolot z powodu gęstej mgły, on się nie zgodził. Szef sił powietrznych siedział w kokpicie w ostatnich minutach lotu i popchnął pilotów do lądowania: „Bądź odważny, zrobisz to,” powiedział. Według oficjalnego raportu, napisanego przez najlepszych ekspertów lotniczych w kraju, samolot uderzył w drzewo, a następnie o ziemię, po czym rozpadł się”. Czytając ten tekst odnosi  się wrażenie, że p. Applebaum opisuje jakąś inną, zupełnie nieznaną nam katastrofe.  Sądzę, iż p. Applebaum wie, że nikt w Ameryce tez zawartych w jej tekście nie sprawdzi. Dla Amerykanów Polska to odległy kraj, którego problemy są równie istotne, jak dla nas wydarzenia (dajmy na to) w Wybrzeżu Kości Słoniowej. Jeżeli jakiś nasz publicysta opisze ten kraj, to pewnie większość z nas uzna, że jest to obraz prawdziwy. Tymczasem opisujący posiada również swoje poglądy, sympatie i antypatie. I w tym sensie  p. Applebaum pisała (niejako) w swojej sprawie, bo jest rzeczą oczywistą, że będzie broniła męża jak niepodległości.   Niestety na takich półprawdach, czy wręcz kłamstwach kreślony jest obraz Polski za granicą. Dotyczy to zarówno katastrofy smoleńskiej, jak i np. rzekomej odpowiedzialności Polaków za Holocaust. Jest to płyta, którą w przypadku Holocaustu „nagrał” (między innymi) prof. Jan Tomasz Gross, a teraz kolejną – jeżeli chodzi o katastrofę smoleńską – „nagrała” p. Appelebaum. I miejmy tego świadomość, że będą one (owe płyty) cały czas w użyciu, będą odtwarzane i powielane w miarę pojawiających się potrzeb.  Ktoś może powiedzieć, że tezy zawarte w artykule p. Appelbaum łatwo zweryfikować, gdyż zostały one już dawno obalone, również przez prokuraturę działającą pod rządami PO/PSL. To nie ma żadnego znaczenia, gdyż fakty tu nie mają żadnego znaczenia, a jeżeli są sprzeczne z tym co napisała pani Appelbaum, to tym gorzej dla faktów.  Nie uważam za właściwe, by do sprawy odnosiły się oficjalne czynniki np. ministerstwo spraw zagranicznych. To niepotrzebnie nadaje temu artykułowi znacznie wyższą rangę, a on na to – zwyczajnie – nie zasługuje. Pani Appelbaum powinien odpowiedzieć inny dziennikarz, choć szczerze wątpię aby „Washington Post” zechciał wydrukować tekst polemiczny, który obnażyłby kłamstwa p. Appelbaum. Jednak apeluję do polskich dziennikarzy, by taką próbę podjęli, gdyż zostawienie tego tekstu bez odpowiedzi jest kalką sytuacji, jaka miała miejsce tuż po ogłoszeniu Raportu Anodiny. Na tamte kłamstwa powinien natychmiast zareagować rząd Donalda Tuska, ale jak wiadomo nie zareagował, a sam premier szusował wówczas na nartach we Włoszech. I niestety, to rosyjska narracja poszła w świat.   Nie musimy sięgać daleko, by przekonać się jak głębokie rowy próbuje się wykopać między Polakami.   Na stronie Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia” pojawił się wpis, który przyrównywał Jarosław Kaczyńskiego do…Hitlera. Nic tylko czekać, gdy kolejny Cyba załatwi sobie „większy pistolet” i zasadzi się na „dyktatora”.  Pani Appelbaum wpisuje się w cały szereg kłamców, którzy tworzą atmosferę wrogości, a na takim podglebiu łatwo budować mury dzielące Polaków. A może właśnie o to chodzi?