Komisja Europejska postawiła Polsce ultimatum. Sama nie wiem czy to jest głupota, czy też świadome działanie przeciw Unii, na jej rozbicie. Kilka dni temu David Cameron, brytyjski premier, który przecież nie jest zwolennikiem Brexitu, powiedział (ba, zapewniał swoich krajan), że KE nie będzie forsowała swojego stanowiska wobec rządów narodowych. Takie zapewnienie ma osłabić stanowisko zwolenników wyjścia Wielkiej Brytanii z UE, przekonać Brytyjczyków, że mogą sami o sobie stanowić w ramach unii, że żadna instytucja unijna nie odbierze im suwerenności. Kilka dni po tym oświadczeniu Camerona KE postawiła ultimatum Polsce!  Każdy Brytyjczyk może dojść do przekonania – skądinąd słusznego – że jak mogą szantażować Polskę, to w przyszłości mogą również i Wielką Brytanię. Tak więc przeciwnicy UE w W. Brytanii dostali niespodziewany „prezent” od KE i teraz mogą się nim swobodnie posługiwać w kampanii referendalnej.  Oczywiście premier Cameron może robić dobrą minę do złej gry i mówić „co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie”, a przetłumaczywszy to na polski, będzie to brzmiało tak: „Z Polską Unia może sobie pogrywać, ale nie z Wielką Brytanią”. I być może p. Cameron ma rację, bo przecież bardzo wiele zależy od elity danego państwa. W Wielkiej Brytanii świadomość stanowienia o własnym losie, poczucie niezależności i odrębności jest postawione bardzo wysokim poziomie. Tych elit nie można zahukać ani przestraszyć, to zadanie jest – po prostu – kontr skuteczne, a skutki będą odwrotne od zamierzonych. W Polsce wygląda to zgoła inaczej. Środowiska post okrągłostołowe mają wszczepiony gen niższości wobec możnych tego świata. Kiedyś zapatrzeni byli w  Moskwę, dzisiaj w Brukselę. Dlatego tak często mówią o Polsce – ten kraj, a nie moja ojczyzna. Oni wstają z rana, otwierają „GW’ lub włączają stację, która nadaję „całą dobę, cała prawdę” i spijają krytykę rządów PiS, którą serwują lewicowe środowiska UE. Dzień, w którym takiej krytyki nie ma, uważają za dzień stracony. To jest jakiś rodzaj fetyszu wprowadzający ich w stan chorobliwego  podniecenia. Byleby obcy wyciągnął dłoń do pocałunku – już biegną, padają na kolona i jak wierny pies patrzą w oczy pana. Nie, nie martwię się, gdy Polska ma złą prasę na zachodzie, martwię się gdy ma dobrą. Jest takie stare powiedzenie: „Jak robisz z durniem dobry interes, to nigdy – na Boga nigdy! – nie mów mu, że jest durniem. Wymieniaj same jego zalety, te prawdziwe i te wymyślone na kolanie. Obsypuj go paciorkami, tytułami, medalami. To nic nie kosztuje. Ważny jest ten interes, który można z durniem zrobić.

Spokojnie, damy radę KE oraz wszystkim zatroskanym, którzy jeszcze nie tak dawno łupili Polskę, gdzie mogli i jak mogli.