Polska i Węgry prezentują hipernacjonalizm – powiedział Bono, lider irlandzkiego zespołu U2. Piosenkarz skomentował w ten sposób postawę Warszawy i Budapesztu w czasie kryzysu, związanego z napływem do Europy imigrantów. Hm, zawsze mnie zastanawiał przemożny pęd międzynarodowego lewactwa do wykorzystywania sławnych ludzi, którzy popierają ich „postępowe” idee. Wszystkie: Kory, Sipowicze, Maleńczuki, Jandy i Stuhry, którzy w każdej chwili są gotowi oddać głos w jedynie słusznej sprawie, przeciwko zaściankowi, ksenofobii i nietolerancji. Najlepiej im wychodzi wymachiwanie pałką politycznej poprawności, byleby dołożyć przeciwnikowi. Spróbujcie ich poddać krytyce, to obraza majestatu – duce jakby na żywo 71 lat po śmierci Mussoliniego. Żeby sprawa była jasna nie stawiam żadnego znaku równości między włoskim dyktatorem, a ludźmi obecnie sławnymi z racji swych rozlicznych talentów. To zastrzeżenie przytaczam z ostrożności procesowej, gdyby jakiś „awtorytet” wyciągnął wniosek z jednej strony głupi, ale jednak pozwalający zaprzątnąć uwagę jakiegoś mało co rozgarniętego prokuratora. Wróćmy jednak do rzeczonego Bono, który nagle stał się dla środowisk „postępowych” w Polsce nie tyle co świetnym piosenkarzem (tu podzielam pogląd), ale i również wyrocznią polityczną. Otóż jeszcze niedawno Bono „zabłysnął” pomysłem na walkę z tzw. państwem islamskim (ISIS). Otóż zadaniem irlandzkiego piosenkarza na pierwszą linię powinniśmy wysyłać…komików. „Kiedy śmiejesz się z nich, jak maszerują po ulicach, odbierasz im całą siłę” – powiedział Bono. Prawda, że śmiałe i odkrywcze?! Zamiast kul – ostrze satyry! Sądzę, że bojownicy ISIS – z wrażenia – nie dojdą do siebie przez najbliższy rok! Proponuję byśmy na artystów patrzeli, jak na…artystów. Postrzegali ich poprzez pryzmat talentów. Natomiast to, że ktoś świetnie śpiewa, jest wybitnym aktorem, czy też doskonałym chirurgiem – z tego nie wynika, że ma receptę na uzdrowienie świata. Jak widać wybitni rzemieślnicy bywają zwykłymi partaczami, gdy tylko biorą się za udzielanie dobrych rad. Pamiętajmy o tym, że również celebryci są narzędziami w rękach tzw. postępu. Róbmy swoje wówczas, gdy ktoś znany będzie krzyczał, że jesteśmy „hipernacjonalistami”, zwłaszcza że oni zazwyczaj krzyczą ze złotej wieży, w poczuciu wyższości, które kroczy w parze z pogardą dla zwykłego człowieka.