Jestem córką Kościoła katolickiego – naszej Matki. Dzisiaj pragnę skreślić kilka słów odnoszących się do relacji Kościół-imigranci. Nie wszystkim moje stanowisko może się podobać, nie wszystkim kapłanom. Właśnie przeczytałam, że w jednej z bydgoskich parafii pojawił się bardzo nietypowy grób Jezusa. Figura symbolizująca Chrystusa ułożona jest w pontonie, co ma nawiązywać do cierpienia uchodźców, którzy uciekają przed wojną, przemocą i prześladowaniem.
Hm, a czy autor grobu zastanawiał się i prześledził szlaki, którymi imigranci (nie uchodźcy) docierają do Europy? Proszę, aby ksiądz do mnie napisał i wskazał, jakimi drogami imigranci wędrują do Europy? To jest o tyle ważne, że pierwszy kraj (przeważnie jest to Turcja), gdzie nie ma konfliktu – ma obowiązek opieki nad tymi ludźmi. To, że Turcja zrobiła sobie z tego zjawiska dobry interes (6 miliardów pomocy z UE), to zupełnie inna para kaloszy, a Europa za ten układ w przyszłości – moim zdaniem – zapłaci wielokrotnie więcej. To Turcja rozdaje tutaj karty, a Europa jedynie wykłada pieniądze na stół. Oczywiście, że Europa (mam na myśli elity zachodnioeuropejskie oraz naszych miejscowych tutumfackich z PO i .N) mogłaby odgrywać aktywną i kluczową rolę w rozwiązywaniu tego konfliktu, ale musiała by chcieć. Jednak, aby chcieć trzeba WYSIŁKU. Nic tak bardzo nie przeraża „starych” Europejczyków, jak wizja wykonania jakiegokolwiek wysiłku. Dlatego cały akcent kładą na GADANIU bez końca, bo nic tak nie uspokaja ich sumień, jak ględzenie, ględzenie, ględzenie…
Rzecz w tym, że to nie ponton powinien być elementem grobu Chrystusa, a krzyż, który niosą chrześcijanie z Bliskiego wschodu. Dźwigają go codziennie będąc mordowanymi, gwałconymi, prześladowanymi. Nasza aktywność powinna się skupić na niesieniu pomocy naszym braciom, którzy za krzyż, a nie za gumowy ponton, płacą cenę najwyższą. Może bydgoska parafia zbierze pieniądze na jeden karabin, kamizelkę kuloodporną, środki opatrunkowe dla milicji chrześcijańskiej. Rozumiem, że to wymaga wysiłku, a nie tylko nadmuchania pontonu…
Więc czym ksiądz dobrodziej różni się od p. Mogherini, która uroniła łzę po zamachach w Brukseli? Puste gesty – z całym należnym szacunkiem – nie uratują życia naszych braci w wierze, ale również nie uratują życia „krzyżowcom” (takiej terminologii używają muzułmanie z ISIS) w Zachodniej Europie, cokolwiek to znaczy. Czas skończyć z pustymi gestami, bo to, że Zachodnia Europa umiera na własne życzenie, to jest jej problem, ale nasi bracia na BliskiemuWschodzie – to nasz problem.