Zatrzymano organizatora listopadowych zamachów w Paryżu, w których zginęło 130 osób. Salah Abdelsam został aresztowany w Brukseli. Kilka dni temu MI-5 ostrzegło, że terroryści z ISIS planują szereg zamachów na terenie Wielkiej Brytanii. W tym samym czasie w Gdyni aresztowano trzech Holendrów pochodzenia arabskiego, którzy próbowali u nas nabyć broń palną. Jaki jest wspólny mianownik tych wydarzeń? One wszystkie dzieją się w Europie. Nie jest więc prawdą, że jeżeli zamkniemy się we własnym domu – jak swego czasu chciała uczynić premier Kopacz – to nasza „chata będzie z kraja” i nikt już do nas nie zaglądnie. Przykład z Gdyni (choć moim zdaniem zupełnie infantylny) pokazuje, że jest akurat odwrotnie. Dlaczego infantylny? Zakładamy, że terroryści są świetnie przygotowani do wykonania swojej misji. To założenie jest jak najbardziej słuszne, bo stawia nasze służby bezpieczeństwa (przynajmniej powinno) w stanie podwyższonej i stałej gotowości do odparcia ataku. Musimy rozważać różne warianty, w tym ten najbardziej prawdopodobny, że mamy do czynienia z wysokiej klasy specjalistami, którzy znają nasze systemy obronne, są gotowi i potrafią przeprowadzić wielopoziomowe gry operacyjne, począwszy od zainstalowania tzw. śpiochów (terrorystów, którzy przez wiele lat będą żyli w naszym społeczeństwie i niczym nie będą się wyróżniali) a skończywszy na planowym zorganizowaniu magazynów uzbrojenia zlokalizowanych na terenie całej Europy. Przykład gdyński, przynajmniej na pierwszy rzut oka, pokazuje że po drugiej stronie, oprócz Salaha Abdelsama mamy, do czynienia – nazwijmy to umownie – również z dziecinadą. Zmierzam do tego, że postawa „nasza chata z kraja” przed niczym nas nie zabezpiecza. Oczywiście dobrze, że nie przyjmiemy tylu imigrantów ile życzyłby sobie Berlin, ale Berlin… ich przyjmie! Od Berlina do naszej granicy jest niecałe 100 km. Mówiąc krótko oni mają do nas bliżej z Paryża, Brukseli czy Londynu niż z Kabulu, Bagdadu czy Mogadiszu. Oni stoją u naszych drzwi. Obawiam się, że nadejdzie taki dzień, w którym cała Europa – nie tyle że będzie chciała – co zostanie jednak zmuszona do porzucenia Układuz Schengen. Idea swobodnego przemieszczania się mieszkańców UE po Europie nie tyle co zostanie, ale już została podważona przez falę imigrantów. Problemy, pomimo układu z Turcją są jeszcze przed nami. Zupełnie inną kwestią jest pytanie, jak do obecnego stanu rzeczy przyczynili się politycy UE, którzy własnymi siłami podcinają gałąź, na której siedzą. Niestety, siedzimy razem z nimi i mówiąc krótko nie mamy zbyt wielkiego wpływu na „matkę wszytkach imigrantów” – Angelę Merkel. Co może otrzeźwić kanclerz Niemiec? Perspektywa przegranych wyborów. Paradoks polega na tym, że część przeciwników Merkel, to niemieccy nacjonaliści. Jak więc widać polityka płata nam przeróżne figle, układa figury które zaskakują i szokują. W tym wszystkim ważne jest, abyśmy kierowali się własnym interesem narodowym (który łatwo jest zdefiniować) a nie interesem UE, na który powołują się politycy opozycji. Mówiąc krótko jeżeli zachodnia Europa chce przyjąć 10 mln. imigrantów, to my mamy obowiązek powiedzieć: UWAŻAJCIE. Natomiast jeżeli oni będą chcieli podzielić się z nami tymi imigrantami, to musimy powiedzieć – NIE. To wasz cyrk i wasze małpy.