Unia Europejska nie jest w stanie rozwiązać kryzysu imigracyjnego. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że jego źródła występują poza samą UE, co oczywiście nie oznacza, że nie posiadamy instrumentów, które wpłynęłyby na zmianę sytuacji w krajach objętymi konfliktami zbrojnymi. Jest to jednak proces rozłożony na lata, wymagający odważnej wizji, jak np. idea dozbrojenia armii mężczyzn uciekających pontonami do Europy. To oczywiście przeraża lewicowo/pacyfistyczne elity europejskie, które są wyćwiczone w ględzeniu bez końca, a które jednocześnie nie są w stanie rozwiązać żadnego realnego problemu. Po drugie, samo podejście do zjawiska imigracji jest skażone „grzechem pierworodnym” zasadzającym się na tezie, że ono”wzbogaca” Europę. A więc im więcej imigrantów, tym więcej „bogactwa”. Problem w tym, że „matka” aktualnej sytuacji – Angela Merkel zrozumiała, że Niemcy nie są w stanie przyjąć całego tego „bogactwa” wlewającego się do Europy, więc postanowiła podzielić się nim z całą UE. Większość krajów UE podchodzi jednak do problemu, jak pies do jeża, co oczywiście wywołuje irytację w Berlinie i złość wszelkiej maści lewicowych ideologów. Rafał Kostrzyński, przedstawiciel Bura Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców mówi wprost, że relokacja 160 tys. imigrantów, to „kropla w morzu potrzeb i to nie wystarczy”. Milion osób (imigranci przybyli do Europy tylko w ub. roku) wobec 600 mln obywateli zamieszkujących kraje UE, to nie jest wielka cyfra. To prawda, ale p. Kostrzyński raczy nie zauważać, że to nie jest cyfra zamknięta i jak tak dalej pójdzie, to w tym roku należy się spodziewać podobnej fali imigrantów. A co za tym idzie Niemcy będą domagały się kolejnych kwot relokacyjnych. Co będzie w przyszłym roku? Kolejny milion?! Ktoś to w końcu musi powiedzieć jasno i wyraźnie: STOP! Łodzie muszą być zawracane, a szlaki lądowe przecięte. Pierwsza tego typu reakcja UE spowoduje zatrzymanie fali imigrantów. Już słyszę głosy sprzeciwu obrońców wszelkiej maści praw, że to niehumanitarne i podważa fundamenty, na których osadzona jest UE. Nie zgadzam się, to obecna polityka imigracyjna kładzie pod te fundamenty laskę trotylu. Co ciekawe, te same organizacje obrony praw człowieka milczą, gdy w krajach skąd przybywają imigranci, chrześcijanie są masowo mordowani. No dobrze, ale ktoś teraz powie, że zawracanie imigrantów niczego nie rozwiąże, bo przecież gdzieś powstanie „korek”. To prawa. I właśnie na tym „korku” powinna się skupić energia i wysiłek UE, to tam powinniśmy skierować naszą pomoc. Polska już zadeklarowała, że takiej pomocy udzieli. Widać jednak wyraźnie, że UE nie jest przygotowana na takie rozwiąznie…do czasu. Przyjdzie taki moment, że również Berlin będzie musiał poważnie rozważyć taką ewentualność. A to tego momentu trzymajmy się od tego problemu z daleka, wielkodusznie oddając całe to „bogactwo” Angeli Merkel – matce wszystkich imigrantów. W końcu na biednego nie trafiło, a skoro to ma pomóc Niemcom – nie przeszkadzajmy. Ich dom, ich goście. Ludzie, którzy by źle życzyli UE powinni zacytować (właściwie dokonać parafrazy) słów Otto von Bismarcka, pierwszego kanclerza Niemiec: „Dajecie Niemcom rządzić UE, a sami ją wykończą”.