Dzisiaj tzw. elity – jak jeden mąż – uważają, że Rosja jest zagrożeniem dla nie tylko Polski, ale i dla całej Europy. Widzę mądre głowy w telewizorach, które tłumaczą nam dlaczego  Imperium Zła szczerzy kły za naszą wschodnią granicą i co z tego dla nas i dla świata wynika. A przecież nie tak dawno widziałam tych samych ludzi, którzy twierdzili wręcz coś odwrotnego, że Rosja to „normalny kraj”, który rządzi się takimi samymi prawami, jak państwa zachodnie. Gdy politycy PiS-u mówi, że Rosja stanowi potencjalne i realne zagrożenie, mówiono, że kierują nami antyrosyjskie fobie. Byliśmy przedmiotem bezpardonowych ataków i obelgi, a kpiny lały się na nas strumieniami. Skoro sam Obama ogłosił reset w relacjach z Rosją, to czy politycy Platformy Obywatelskiej mogli postąpić inaczej? Nie, nie mogli. Oni są zapatrzeni jak pies na kiełbasę, albo to na USA, albo to na Niemcy. Donald Tusk – jak już wiadomo – był zapatrzony na Brukselę, ale droga na tron „króla” Europy wiodła oczywiście przez Berlin.

Skoro wielcy tego świata mówili, że Putin jest demokratą z krwi i kości, to czy oni mogą powiedzieć, że Putin nie jest demokratą? Oczywiście, że nie mogli. Honor im tego zabraniał.  A ponadto jak mogli przyznać, że diagnoza postawiona przez PiS jest właściwa?  Gdyby jakiś polityk PiS powiedział, że w Stanach Zjednoczonych prezydentem jest czarnoskóry, to natychmiast jakiś Niesiołowski zacząłby udowadniać, że Obama wcale mnie jest czarnoskóry, ale raczej taki bardziej śniady, no może dobrze opalony biały człowiek. Piszę te słowa bez żadnego rasistowskiego kontekstu, bo w odróżnieniu od jednego z czołowych liderów PO wcale nie uważam, że Obama ma polskie korzenie, bo jego pradziadek zjadł misjonarza znad Wisły.  Kwintesencją tej postawy były słowa wypowiedziane przez Aleksandra Kwaśniewskiego, naszego (na całe szczęście) już byłego prezydenta, który na Uniwersytecie Kijowskim powiedział, że „przyjdzie taki dzień, w którym Rosja też będzie w NATO”. Warto przypomnieć, że istniało wówczas uzasadnione podejrzenie, że Kwaśniewski był zaatakowany przez „chorobę filipińską”.  Ta choroba zaatakowała nie tylko Kwaśniewskiego, ale i również jego przyjaciół z PO, stąd też ten psi wzrok w kierunku Moskwy.

Chce państwu powiedzieć, że politycy PO nie posiadają żadnego politycznego zmysłu. To, że od prawie ośmiu lat są przy władzy zawdzięczają potężnej osłonie medialnej, która na tej patologii żeruje i się żywi. W normalnie funkcjonującej demokracji media zasypywałyby polityków PO pytaniami o wcześniejsze diagnozy tego co się dzieje za naszą wschodnią granicą, co stało u podstaw tych wszystkich fałszywych tez o demokratycznej Rosji? Na jakiej podstawie obóz Komorowskiego i Tuska malował obraz sąsiada, który ma wobec nas przyjazne zamiary? Dzisiaj ze zdumieniem czytam: „Smutek. Smutek wynikający z utraty ludzi, z którymi – szczególnie po rozpadzie Związku Radzieckiego – rozmawialiśmy i którzy symbolizowali nadzieję, że Rosja pójdzie w kierunku otwartości, demokracji i wolności. Tragiczna śmierć Borysa Niemcowa jest symbolicznym pokazaniem tego, że ta wizja Rosji się nie ziściła” – powiedział Jan Lityński, doradca prezydenta. Sądzę, że w tym twierdzeniu znajduje się klucz do zrozumienia polityki opartej na myśleniu życzeniowym, takim politycznym lataniu w chmurach i zaklinaniu rzeczywistości.

Mnie bliższe są słowa śp. Lech Kaczyńskiego, który w 2008 r. powiedział: ”Rosja ma wobec Polski i wszystkich krajów byłego bloku wschodniego swoje cele. Zrezygnuje z nich tylko wówczas, gdy będzie musiała, a nie z powodu jakichś sentymentów”. My mamy satysfakcję, że nasz patron miał rację, a politycy PO muszą jeść własny ogon. Smacznego.