Premier Beata Szydło złożyła wizytę w Berlinie. W niemieckich mediach pojawiły się sformułowania tj. „zatruta atmosfera” oraz „ton rozdrażnienia”. Przez ostatnie osiem lat, gdy u sterów rządów w Warszawie, była koalicja PO/PSL, nigdy niemieccy komentatorzy polityczni nie podchodzili do Polski z taką rezerwą i dającą się wyczuć oschłością. To dowód na to, że polska polityka zagraniczna wobec naszego zachodniego sąsiada wskoczyła na właściwe tory.
Dziennik „Süddeutsche Zeitung” skomentował wizytę polskiej premier hasłem „Merkel i Szydło – dwie obce”. „Jeszcze niedawno premierzy z Europy Wschodniej przybywali do Berlina po rady od Angeli Merkel. Niezależnie od tego, czy pochodzili z Litwy, Estonii czy Słowacji, traktowali niemiecką kanclerz jak partnerkę polityczną, zawodową doradczynię i często także jako przyjazną znajomą” – czytamy na łamach dziennika.
Tak, do tej pory kanclerz Merkiel była traktowana w Warszawie jako „dobra doradczyni”, chyba najtrafniej doradziła Donaldowi Tuskowi, który wszak nie chciał zostać królem Europy, ale jednak (widocznie) musiał. Zresztą całą politykę ostatnich ośmiu lat wobec Berlina można spuentować, jako wybitnie kapitulancką. Żaden ważki problem nie został rozwiązany, ba żaden ważny problem nie był w ogóle omawiany! Kwestia zwrotu majątku organizacjom polonijnym w Niemczech, statusu mniejszości polskiej w Niemczech, przestrzeganie zapisów traktatu polsko-niemieckiego o dobrym sąsiedztwie…To wszystko zostało zawieszone w próżni lub jak kto woli zamiecione pod dywan. Niemcy nie mieli partnera do rozmów, mieli za to klienta, który za wszelką cenę chciał zadowolić kanclerz Merkel. W momencie przegranej koalicji PO/PSL w Berlinie nastąpiła konsternacja i pojawiło się pytanie: Co teraz?! Pytanie nie jest pozbawione podstaw, bo PiS wielokrotnie powtarzało, że ważne dla Polski sprawy będzie podnosiło, bez względu na to, czy Berlinowi się to podoba, czy też nie. Na kwestie (określmy je jako) historyczne nakładają się także nowe problemy przed którymi stoi Europa. Jedną z nich jest niekontrolowana imigracja. Gazeta „Sueddeutsche Zeitung” oceniła, że Beata Szydło dopuściła się „nieczystego zagrania”. Przed rozmowami z Angelą Merkel udzieliła bowiem wywiadu, w którym zażądała zwrotu w polityce migracyjnej, mówiąc, że sytuacja w Niemczech wymknęła się spod kontroli. „Spotkanie przebiegło w miarę przyjaźnie, co nie zmienia faktu, że atmosfera jest zatruta. Wykopano rów, który jeszcze przed rokiem wydawał się być niemożliwy” – pisze komentator gazety. No właśnie, Niemcom ciężko pogodzić się z tym, że Polska staje się suwerennym krajem i dba przede wszystkim o swoje interesy. Oczywiście, że zależy nam na dobrych relacjach z naszym zachodnim sąsiadem, ale te relacje muszą być oparte na zdrowych zasadach, a nie na bezwzględnym posłuszeństwie czy wręcz lokajstwie! Czas, kiedy Tołdi leciał do swojego księciunia po instrukcje właśnie przeszedł do historii. Polscy politycy muszą bronić polskiej, a nie niemieckiej racji stanu. Serwilizm i wasalstwo – takich słów w PiS nie znamy!