Przypominacie sobie państwo ile było medialnego śmiechu z prezesa Kaczyńskiego, gdy ten powiedział, iż w Szwecji istnieje 51 stref, gdzie praktycznie nie obowiązuje prawo tego kraju? Dziennikarze przed kamery zaciągnęli wystraszonego ambasadora Szwecji, który wszem i wobec oznajmił, że w jego ojczyźnie obowiązuje prawo szwedzkie. Co miał biedak powiedzieć? Śmiechom nie było końca. Lemingi miały obaw po same pachy.
Kilka dni temu na jednym z portali internetowych przeczytałam: „Przestępcze gangi kierowane przez rodziny arabskie zastraszają mieszkańców zachodniej części Berlina, ignorując niemieckie prawo i wprowadzając własne zasady postępowania (…) — napisano na łamach dziennika „Tagesspiegel”, opierając się na raporcie badacza islamu Mathiasa Rohego. – Wykorzystując „zamknięte struktury rodzinne oraz archaiczne rozumienie honoru”, gangi zastraszają ofiary przestępstw, świadków i całe społeczności lokalne, tworząc równoległy system wymiaru sprawiedliwości”. Z cytowanego raportu wynika również, że konsekwencje bezprawia ponoszą przede wszystkim kobiety. Małżeństwa zawierane są na zasadach islamskich, a w przypadku rozstania winę zawsze ponosi kobieta.
Co robi cały postępowy świat? Co zdobiły feministki, Komitety Obrony Demokracji i wszystkie te śmieszności, które nas zewsząd otaczają? Nic! Kompletnie nic! Bo – po pierwsze – to takie niepoprawne politycznie, by pouczać wyznawców Allaha jak mają żyć, a – po drugie – można dostać po zębach.
Ponieważ to wszystko wygląda obiecująco i na przyszłość rokuje jak najlepiej (piszę te słowa z dużym przekąsem) przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz po raz kolejny ostro skrytykował kraje UE odmawiające przyjęcia imigrantów. Przyjaciel wszystkich postępowych sił na świecie ostrzegł, że brak solidarności może mieć wpływ na podział środków finansowych w UE. Komunikat jest jasny i prosty: Jeżeli Polska nie przyjmie imigrantów, to Niemcy zakręcą nam kurek z pieniędzmi! Teraz mamy do wyboru, albo posłuchać p. Schulza, albo wyciągnąć wnioski ze słów szefa niemieckiego Urzędu Ochrony Konstytucji (BfV) Hansa-Georga Maassena. Otóż Massena powiedział, iż w Niemczech żyje 430 islamskich ekstremistów, których uważa się za tak groźnych, iż mogą oni w każdej chwili popełnić ciężkie przestępstwa.
Były doradca Nicolasa Sarkozy’ego, Maxime Tandonnet, na łamach francuskiego dziennika „Le Figaro” powiedział: „Osiągnąłem już taki poziom obrzydzenia i odrazy, że najchętniej bym milczał. Ale sumienie mi na to nie pozwala. Ogromna fala imigrantów, głównie młodych mężczyzn, ucieka z Iraku i Syrii do Europy, pozostawiając za sobą garstkę kobiet, jazydek, które w ich miejscu walczą z Państwem Islamskim. Kobiety pozostają, a mężczyźni uciekają. A Europa wylewa nad tymi mężczyznami krokodyle łzy i szeroko otwiera im swoje drzwi. Jazydki i chrześcijanki są więzione przez Państwo Islamskie, publicznie gwałcone i torturowane, sprzedawane w niewolę. A gdzie są feministki? Gdzie obrońcy praw człowieka? Europa obnaża swoją obłudę tchórzostwo i ślepotę, do tego stopnia, że wywołuje to mdłości. To, że przyzwala na takie barbarzyństwo, to hańba absolutna! Polityka, chęć do działania, do podejmowania decyzji, zdechła w Brukseli już dawno jak stara opona. Zastąpił ją tani moralizm propagowany przez najgorszych”.
Oto jeden z nielicznych głosów rozsądku, który tonie w morzu poprawności politycznej. Kto nie będzie chciał przyłączyć się do zespołu politycznych samobójców, tego p. Schulz będzie straszył i upominał. My jednak powinniśmy iść własną drogą, wyciągać wnioski z doświadczeń innych i być nieustępliwi wobec nieuprawnionych nacisków ze strony szantażystów w krawatach.