O czym myślała Angela Merkel, gdy 5 września br. zgodziła się (wraz z Austrią) przyjąć imigrantów, którzy dotarli na Węgry? Nikt tego nie wie, łącznie z kanclerz Niemiec. Skutki dla Europy będą katastrofalne, a początkiem końca będzie śmierć Układu z Schengen. Trzymajmy się od tego problemu z daleka, choć – co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości – również Polska zapłaci wysoką cenę za fanaberię p. Merkiel.
Właśnie jestem po lekturze wywiadu z p. Markiem Orzechowskim, polskim dziennikarzem, od lat mieszkającym w Belgii, autorem książki „Mój sąsiad islamista”. Orzechowski mówi: „Co się dzieje po otwarciu granic, wszyscy widzą. Nie sposób na to nie patrzeć krytycznym i przede wszystkim zatroskanym okiem? (…) Nie panujemy już nad sytuacją. A przecież, gdybyśmy panowali od początku nad tym dramatem, to nie chodziłoby o to, aby zamknąć granice przed prześladowanymi i ofiarami, lecz aby właśnie przed nimi, ale tylko przed nimi, granice te otworzyć (…) ciągną do nas setki tysięcy ludzi. Głównie z pretensjami i bardzo wysokimi żądaniami. To jeden problem, kolejnym będzie, że nie dadzą się stąd już wyeksmitować”.
Marek Orzechowski ma rację. Oni już w Europie zostaną! I nie ma żadnej siły, która by ich stąd wyprosiła, zwłaszcza że zachodnioeuropejska lewica (chociaż polska niczym się nie różni) zachowuje się jak samobójcy, którzy chcą za sobą pociągnąć miliony niewinnych. Setki tysięcy młodych byków tzw. „emigrantów” sprowadzi za chwilę do Europy swoje żony, całe rodziny. Tego ciężaru żadne państwo nie jest w stanie udźwignąć.
Polka od lat 80 zamieszkująca w Szwecji mówi, że ma nadzieję, że gdy zaczną się rozruchy na duża skalę – zdąży wraz z rodziną uciec do ojczyzny. Tak więc mieszkańcy Europy przeczuwają nadciągającą burzę, a klasa polityczna UE nadal – jak ta orkiestra na Titanicu – wykonują swój koncert, odrzucając w czasie myśl, że statek powoli idzie na dno.
Wystarczy przeanalizować symptomy, z którymi mamy do czynienia w krajach, do których dotarli muzułmanie. „Wystarczy dwoje, troje dzieci muzułmańskich w klasie, aby reszta musiała zmienić swoje obyczaje. Na przykład rodzicom zabrania się podawać dzieciom kanapki z szynką, ponieważ razi to ich muzułmańskich kolegów. Inny przykład – jeden z piłkarzy holenderskiego klubu, Marokańczyk, podczas wywiadu na żywo w telewizji, odmówił podania ręki holenderskiej sprawozdawczyni. „Oznajmił”, że jest muzułmaninem. Klub, w którym gra oświadczył, że przecież wszyscy wiedzą, że Marokańczycy nie podają ręki, więc dziennikarka powinna się do tego dostosować. Prezes klubu nie powiedział, że uprzedzono kupionego do klubu piłkarza, że w Holandii podaje się rękę i że musi się do tego zwyczaju dostosować, tylko odwrotnie – to my musimy przyjąć jego obyczaj. Także treningi piłkarzy są tak ustawione, aby mogli się kilka razy w ciągu dnia modlić. Teraz, przed świętami, zaczynają się debaty, na przykład we Włoszech. Eksperci zastanawiają się, czy można używać nazwy „Boże Narodzenie” dla naszych świąt i czy nie zamienić jej w „święto zimy”, obchodzone w styczniu, aby nie urazić tysięcy muzułmańskich migrantów. Powraca także „problem” choinek w miejscach publicznych, które się „źle kojarzą” muzułmanom” – mówi Marek Orzechowski.
Zachodnia Europa jest sparaliżowana poprawnością polityczną. Prawdziwy wróg ma dzisiaj ten sam kolor skóry, bardzo często (werbalnie) odwołuje się do chrześcijańskich wartości i gdy tylko zachodzi taka potrzeba przywołuje naukę Kościoła. Niech nas to nie zmyli, bo dzisiaj możemy jeszcze zareagować, jutro będzie już za późno. Jestem przekonana, że PO przegrała ostatnie wybory również dlatego, iż podjęła błędną decyzję o przyjęciu imigrantów. Teraz musimy zrobić wszystko, by zminimalizować zagrożenie. Staniemy się przedmiotem wściekłej nagonki ze strony zachodnich mediów, ale lepiej znosić takie ataki, niż ataki bombowe.