„Gdyby w październiku postawiono na tych ludzi, nasze życie nie będzie wyglądało jak dotychczas. Będzie się toczyło pod dyktando tych, którzy wiedzą wszystko najlepiej. Nie chcę, żeby w moim wolnym kraju, który traktuję jak coś wyjątkowego i kocham, ktokolwiek przychodził i urządzał moje życie. Mówił mi, na jakie filmy chodzić, jakie książki czytać, w co się ubierać, co myśleć na dany temat”. Kto to powiedział? Premier Ewa Kopacz. Tak ta sama, która jest jednym z filarów Platformy Obywatelskiej. Przyjrzyjmy się więc formacji, która na standardach niesie miłość, a za plecami zgrabnie wystruganą pałkę.

Kto pamięta tak stare czasy – rok 2011? Wówczas to rząd…, a wcale że nie PiS a PO (czyli partii miłującej wolność słowa do bólu) postanowił wykorzystać swoje udziały w spółce Presspublica, aby wymusić dymisję ówczesnego redaktora naczelnego gazety „Rzeczpospolita” – Pawła Lisickiego. Informacje te ujrzały światło dzienne na łamach brytyjskiego tygodnika „The Economist” (zapewne o pisowskim rodowodzie). Przypomnijmy, że wówczas 51 proc. udziałów w Presspublice posiadał brytyjski fundusz Mecom , a 49 proc. skarb państwa. Nie ma najmniejszej wątpliwości, że to właśnie wówczas politycy PO żywo martwili się tym, co Polacy czytają, a tym samym co myślą. Sprawa miała stanąć na unijnym forum ówczesny szef KE, Jerzy Buzek z PO, skutecznie zablokował inicjatywę, by nikt w Europie takimi drobnostkami głowy sobie nie zawracał. Więc gdy premier Kopacz mówi o ograniczeniach dotyczących wolności słowa, to zapewne wie co mówi.

Weźmy dla przykładu sytuację z p. Fryczem, który swojego czasu prowadził stronę internetową AntyKomor.pl. To do niego o sakramenckiej 6 rano wpadli agenci ABW. Zajechali całą ekipą – a jakże – z czekoladkami i ptasim mleczkiem. Naręcze czerwonych róż… Tak, to się działo za rządów PO, a nie PiS! Bo chodziło o to, by pewnych treści nie publikować, bo jak ktoś je ujawnia, to ktoś inny może – nawet przypakiem – to przeczytać. Czy tak się godzi? Oczywiście, że nie! Dlatego miłująca wolność słowa PO wysłała uzbrojonych po zęby funkcjonariuszy ABW, aby obywatele RP nie mieli najmniejszej wątpliwości (żadnych rozterek), że żyją na „zielonej wyspie”.

Albo inna sprawa. Sąd Rejonowy w Lipnie (kujawsko-pomorskie) skazał Jacka Balcerowskiego, 19-letniego wówczas ucznia technikum, na 10 miesięcy kary pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata, za… napisanie na murze szkoły antyrządowego hasła: „J..ć Rząd”. Co prawda później, wraz z ojcem, hasło to zamalował ale było – jak to się mówi – pozamiatane. Surowa ręka sprawiedliwości PO dopadła groźnego przestępcę i „sprawiedliwie” go ukarała. Niech to będzie przestrogą dla innych malarzy amatorów, że po murach pisać nie wolno, zwłaszcza przeciwko PO.

Przypomina mi się również sprawa pani Grażyna Welon, która pracowała w Urzędzie Skarbowym w Sosnowcu. Kobieta 1 lipca 2010 roku była na wiecu Jarosława Kaczyńskiego, który brał wówczas udział w wyborach prezydenckich. Jej przełożonym anonimowo doniesiono o tym karygodnym fakcie. Wobec pani starszej komisarz skarbowej wdrożono postępowanie dyscyplinarne i ukarano upomnieniem. Brawo. Trzeba wiedzieć, gdzie i na jakie spotkania się chodzi.

Kto dzisiaj sobie przypomina, że warszawski sąd skierował Jarosława Kaczyńskiego, lidera głównej partii opozycyjnej, na…badania psychiatryczne. Co prawda, później wycofał się z tej decyzji, ale „błąd” zawsze można naprawić!

Weźmy takich kibiców. Kto to widział, by wykrzykiwać hasła: „Donald matole, twój rząd rozwala kibole”? Nic dziwnego, że posypały się mandaty po 500 zł. na główkę. A „Donald ma Tole”? Tak już można? Kabaret za darmo, a i wolność słowa została obroniona.

Albo weźmy takiego Krzysztofa Wyszkowskiego, który powiedział o Wałęsie, to co powiedział. I tak oto gdański sąd zadekretował prawdę. Wyszkowski miał przeprosić byłego prezydenta wbrew oczywistym ustaleniom historyków. No, ale skoro fakty nie zgadzają się w obowiązującą wersją historii PO, tym gorzej dla faktów. To wszytko działo się pod butem Platformy Obywatelskiej! Tymczasem p. premier płaczę w rękaw red. Paradowskiej i boi się o przyszłość. Pani premier! Polacy boją się tej Polski, na czele której Pani stoi: opresyjnej, w kontrze do ludzi.