Nie ma takiego okrucieństwa ani takiej niegodziwości, której nie popełnił skądinąd łagodny i liberalny rząd kiedy zabraknie mu pieniędzy – powiedział Alexis de Tocqueville, francuski polityk i historyk. No dobrze, ale co zrobić z rządem, który – pomimo, iż budżet trzeszczy w szwach – rozdaje pieniądze na lewo i prawo. Zwłaszcza, że to są pieniądze nasze, a nie rządu, co być może tłumaczy ową lekkomyślność z jaką Ewa Kopacz szasta – wszakże nie swoim – groszem. Ad rem. Premier Kopacz podjęła decyzję, że w wakacje (w weekendy) podniesie szlabany na jednej z autostrad prowadzących nad morze. Cała operacja ma kosztować budżet państwa ok. 50 mln zł, które to pieniądze wpłyną do kieszeni operatora rzeczonej autostrady. Nie jest to pierwszy tego typu ruch, bo kilka lat temu Donald Tusk (oby król Europy żył nam wiecznie) wykonał podobny manewr, który wówczas kosztował podatników 20 mln zł. Dlaczego ten akurat odcinek autostrady jest w szczególny sposób uprzywilejowany, a inne traktowane są po macoszemu, trudno orzec, wszak czy to A1 czy A4, wszyscy kierowcy pocą się w kilometrowych korkach na równych zasadach. Być może – jak mawiał Max Otto von Stierlitz – jest to materiał do przemyślenia dla odpowiednich służb, gdyby takie w Polsce istniały. W całej sprawie ciekawe jest to, jak sieć dróg i autostrad projektuje się w fazie planowania? Wyobrażam sobie, że grupa kompetentnych specjalistów omawia dany projekt i przyjmuje jakiś wzór (oparty na danych statystycznych), że do Polski zostanie sprowadzonych tyle i tyle zezłomowanych aut, a owa wartość pomnożona razy 10, pozwala nam przyjąć ile złomów będzie jeździło po Polsce za dekadę. Pod taki wynik budujemy autostrady i drogi szybkiego ruchu oraz… system poboru opłat na odcinkach płatnych. Właśnie opisałam teorię, bo w praktyce zbiera się grupa politycznych nominatów, którzy patrząc w sufit planują projekty, które tyle mają wspólnego z rzeczywistością co krzesło drewniane z krzesłem elektrycznym. Nic więc dziwnego, że pani premier jest teraz zdziwiona, że tyle samochodów pędzi nad morze i z powrotem, a bramki na A1 nie są w stanie „obsłużyć” tej masy. Może dlatego premier Kopacz postanowiła dać przykład i przesiadła się do pociągu w ramach kampanii: „Kolej na Ewę”. Złośliwi twierdzą, że hasło jest jak najbardziej na miejscu, bo pierwszy „do odstrzału” poszedł wujek Bronek, to teraz faktycznie kolej na ciocię Ewę. Wracając do autostrad, to pamiętam swojego czasu jechałam do Fromborka drogą, którą budowano jeszcze za Adolfa Hitlera. Znaczy się nie sam Hitler budował, a jego inżynierowie i architekci. Co ciekawe, że w latach 30. ubiegłego wieku niemieccy projektanci tak planowali drogę, że pod wiaduktami zostawiali miejcie na jeszcze jeden pas ruchu – tak by w perspektywie czasowej, w jedną stronę biegły dwa pasy! Przypominam raz jeszcze – lata 30. ubiegłego stulecia. Jest to poziom planowania nieosiągalny dla nominatów PO!!! Żeby sprawa była jasna dla tych, którzy nie umieją czytać ze zrozumieniem – jestem przeciwnikiem faszyzmu, nazizmu, komunizmu oraz każdej innej odmiany socjalizmu. Na równi gardzę Hitlerem, Stalinem, Chruszczowem, Che Guevarą i całą tą oranżerią, która budowała świetlaną przyszłość pod lufamikarabinów. U nas najpierw się buduje, a dopiero później myśli się, co z tym fantem zrobić, jak tu płynnie przepuścić całe to złomowisko zmierzające nad Bałtyk. Już dawno miały być winiety lub elektroniczny pobór opłat. Miały być…Nie po to wicepremiera Bieńkowska powiedziała „do roboty” (i wyjechała do Brukseli), by premiera Kopacz tuż przed wyborami nie potrafiła – jednym podpisem – z kasy państwa (czyli z naszych kieszeni) wyłożyć 50 mln zł. dla prywatnej firmy.