Właśnie oglądam „Kawę na ławę”, a tam politycy różnej maści nie mogą się nachwalić taktyce PiS-u: patrzcie schowali Jarosława Kaczyńskiego i Antoniego Macierewicza, od razu wygrali. Nie ma jednak tak dobrze, bo Beata Szydło, która jest wymieniana (ewentualnie) na fotel premiera, to takie alter ego Kaczyńskiego. Tak więc tak źle i tak niedobrze. Jak Kaczyński nie obejmie teki Prezesa Rady Ministrów, to zostanie pewnie marszałkiem Sejmu. Wówczas wszystkie ważne funkcje w państwie trafią w ręce, wiadomo kogo. Tak, to przeraża posłów PO, bo przez ostatnie lata marginalizowali opozycję, projekty PiS trafiały do „sejmowej zamrażalki”, politycy PO bojkotowali prace zespołów parlamentarnych, gdzie zadawano im trudne pytania. Teraz (powoli) dociera do nich myśl, że czas sielanki się już kończy, że ktoś może rozliczyć, no i – niestety – trzeba będzie wziąć się do roboty. I ta ostatnia opcja jest najbardziej przerażająca – ROBOTA.

Jeszcze ostatnim rzutem na taśmę puszczają starą, zgraną melodię i z całych sił wołają: zdejmijcie z Andrzeja Dudy i Beaty Szydło maski, a zobaczycie twarze Kaczyńskiego i Macierewicza, zobaczycie pomnik na Krakowskim Przedmieściu, a o szóstej rano zapuka do was CBA albo inne ABW.

Najlepiej, gdyby PiS (pozbywszy się swoich liderów) przeszło jakąś gruntowną metamorfozę i zostało taką nową PO, oczywiście mniej oświeconą od partii-matki. Są to poglądy infantylne, by nie powiedzieć zgoła głupie. PiS nie może pozbyć się swoich liderów, nie może zrezygnować z swoich postulatów i sztandarowych pomysłów – gdybyśmy to uczynili, nie bylibyśmy już PiS-em. Byłaby to zdrada naszego elektoratu, który przez ostatnie lata cierpliwie znosił wszystkie upokorzenia i zniewagi, który stał przy nas wiernie, gdy mainstream wieszczył naszą rychłą klęskę.

Jeden z moich znajomych napisał niedawno: „Jeżeli ktoś sądzi, że drzewo wystrzeli wysoko w górę pod warunkiem, że podetniemy mu korzenie, to się głęboko myli. Takie drzewo skazane jest na powolne usychanie, aż w końcu zostaje z niego jeno wiór”.

Z zupełności zgadzam się z powyższym poglądem. PiS nie może zrezygnować z ani ze swoich liderów, ani z idei, na których się opiera. Przykład PO jest tutaj pouczający. Z formacji konserwatywno – liberalnej, partia zeszła na pozycje skrajnie lewicowe, co ostatnio – jakby ze zdziwieniem – zauważają sami działacze PO.

Zupełnie inną kwestią jest, jak PiS (opierając się na programie i obecnych liderach) zamierza dotrzeć do wyborców Pawła Kukiza, którzy chcą zamian, co pokazali w ostatnich wyborach. Tego głosu sprzeciwu nie można lekceważyć, bo w kolejnych wyborach fala tsunami zmiecie „stare” partie, a wówczas nie będzie miało żadnego znaczenia czy na kanapie po lewej stronie siedzi Jarosław Kaczyński, a po prawej Antoni Macierewicz.