1 marca obchodziliśmy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Zastanawiałam się kto pierwszy schyli się i podniesie kamień. W studio TVN24 bryluje prof. Janusz Czaplicki. Padają tezy, że po wojnie mieliśmy do czynienia z „pół-okupantem” i nie wszyscy oni (podziemie antykomunistyczne) „zasługują na szacunek”. Generalnie, to dobrze, iż przywracamy pamięć o Żołnierzach Wyklętych, ale (wicie rozumicie) chodzi o to, by edukacja historyczna nie utrwaliła skrajnego skrzydła, czytaj prawicy, bo – o zgrozo – tendencje w młodym pokoleniu i tak zmierzają ku postawom konserwatywnym. Jeżeli ten kierunek wzmocni nowa polityka historyczna, to zwolennicy KOD-u będą wołali na puszczy, sami pohukując do siebie.
Szanowny Panie Profesorze! Każdy ma takich bohaterów, jakich sobie wybiera. My, szeroko rozumiana prawica, wznosimy na ołtarze gen. Augusta Fieldorfa „Nila”, Jana Rodowicza „Anodę”, śp. Annę „Solidarność”, Krzysztofa Wyszkowskiego. To są nasze wybory i stawiamy te życiorysy jak jasne drogowskazy, by pomagały przyszłym pokoleniom Polaków odszukać i podążać właściwą drogą. Dla innej cześć naszego społeczeństwa takimi drogowskazami będą Jaruzelski, Kiszczak i cała ich organizacja przestępcza o charakterze zbrojnym, która aktywnie wspierała pół-okupantów, cokolwiek to znaczy. Powtarzam: każdy sobie wybiera i zasługuje na bohaterów, których wynosi na sztandary.
Bardzo cenię i lubię słuchać p. Czaplickiego, ale co to za teza, że „nie oni wszyscy zasługują na szacunek”? Pewnie, że nie wszyscy. Tak samo, jak wśród żołnierzy zdobywających Monte Cassino, dziesiątkowanych na polach pod Lenino – nie wszyscy zapewne tam bohaterami, ba być może jakaś część dopuściła się jakiś przestępstw. I tylko nie wiedzieć dlaczego w czasie apelu poległych nie pada komenda: Bohaterscy zdobywcy Berlina oprócz tych, którzy nie zasługują na nasz szacunek, stańcie do apelu! A taka komenda nie pada. Tymczasem w waszych komentarzach zawsze musicie styropianem przejechać po szybie. Mam dla pana złą wiadomość – nasza polityka historyczna będzie jak kropla drążąca skałę. I na nic przydadzą się apele kolegów i koleżanek z Gildii Reżyserów, bo szokującym nie jest to, że „Ida” została opatrzona stosownym wstępem nakreślającym tło historyczne filmu, a wstrząsającym jest to, iż reżyser takiego wyjaśnienia nie zamieścił od razu! Pan Kidawa-Błoński niech robi sobie filmy jakie chce i gdzie chce, ale za własne pieniądze.
Tak, zapewne nie wszyscy Żołnierze Wyklęci zasługują na szacunek, ale jeżeli tak jest, to z całą pewnością na śmietniku historii znajdą się ci, którzy ramię w ramię z „pół-okupantem” strzelali Wyklętym w tył głowy. I co dramatyczne dożywali i dożywają w wolnej Polsce z wysokimi uposażeniami emerytalnymi. Wstyd i hańba.