Mieszkająca obecnie w Niemczech, a urodzona na Warmii Erika Tyzak domaga się od Skarbu Państwa 2 mln zł za mienie pozostawione w Polsce. Tyzak z rodziną wyemigrowała do Niemiec w 1978 roku. W olsztyńskim sądzie okręgowym w ostatnim czasie toczyło się kilka spraw tzw. późnych przesiedleńców o zapłatę za pozostawiony w Polsce majątek. Jedne kończyły się decyzją o zapłacie,jak w przypadku Agnes Trwany, inne pozwy oddalano.
Najpierw rozszyfrujmy pojęcie „późny przesiedleniec”. Otóż „wczesny przesiedleniec”, a raczej „wczesny uciekinier”, to ten, który pod koniec II wojny światowej uciekał przed nacierająca Armią Czerwoną. Okrucieństwa popełniane przez radzieckich żołnierzy, którzy rewanżowali się za barbarzyństwa Wehrmachtu, tak wpływało na wyobraźnię mieszkańców Prus Wschodnich, że ci w popłochu uciekali im dalej na zachód, byle by nie wpaść w ręce czerwonoarmistów. Zresztą nie była to tylko wola poszczególnych Niemców, a zorganizowana przez III Rzeszę zakrojona na szeroką skalę operacja, której nadano kryptonim „Hannibal”. Drogą morską w głąb Rzeszy ewakuowano ok. 1,5 mln Niemców. Tuż po wojnie wielu Niemców na wieść, że tzw. Ziemie Odzyskane przypadną Polsce spakowało się i wyjechało do Niemiec. I to są właśnie tzw. „wcześni przesiedleńcy”.  Kim są więc „późni przesiedleńcy”? Otóż na fali odwilży pomiędzy PRL a RFN, polscy komuniści zgodzili się, by obywatele PRL, którzy czują się Niemcami mogli połączyć się z macierzą, której stolica znajdowała się wówczas w Bonn. Jaka wówczas była Polska? Szaro-bura. Nic więc dziwnego, że sklepy pełne półek, kolorowe neony, świat niekończącej się sytości wpływał na wyobraźnię, niczym Armia Czerwona pod koniec II wojny światowej. Nic więc dziwnego, że wielu ludzi zaczęło odkurzać swoje rodzinne albumy w poszukiwaniu „owczarka niemieckiego”. Proszę mnie źle nie zrozumieć – nie mam za złe ludziom, którzy chcieli lepszego życia dla siebie i swoich najbliższych, zwłaszcza że znam przypadki, gdzie ludzie korzystali z tej możliwości, a dzisiaj pytani kim się czują, odpowiadają czystą polszczyzną – POLAKAMI. Ok. Pojechali i jak mówi stare polski przysłowie: „Krzyż na drogę”. Otrzymali rekompensatę za mienie pozostawione w PRL, mogli sycić się dostatnim życiem i opalać pod Piramidami, w odróżnieniu od swoich byłych sąsiadów, którzy dalej stali w kolejkach po ocet, a meble kupowali w ciemno, bo nieważna była ich jakość ważne, że w ogóle były. Historia pisałaby pewnie scenariusze byłych sąsiadów po różnych torach, gdyby nie fakt, że jedni z nich, ci nieporównywalnie bardziej syci, nie chcieli być jeszcze bardziej – przepraszam za to określenie – obżarci. I do takich należy przypadek p. Tylzak i p. Trawny oraz wiele innych, które zapewne niedługo wypłyną na powierzchnię. Przecież oni mówią Polakom mniej więcej tak: „Ok, zrobiliśmy sobie lepiej wyjeżdżając na Zachód, ale to oznacza, że nie możemy mieć jeszcze lepiej. Żeby było nam jeszcze lepiej, to wy musicie nam dopłacić”. I Polska, jak w przypadku p. Trawny dopłaca. Polska? My wszyscy płacimy, wszyscy podatnicy. Stać nas! Wyobraźmy sobie inną sytuację. Byli mieszkańcy Królewca żądają od Rosji zadośćuczynienia za mienie tam pozostawione. Prawda, że śmieszne! Żaden Niemiec nie skieruje takiego pozwu wobec Rosji. Dlaczego? Ponieważ wiedzą, że taki pozew byłby nieskuteczny. Takie roszczenia można kierować jedynie w stronę państwa słabego, takiego państwa jakim jest Polska. Polski wymiar sprawiedliwości przetarł już szlak w sprawie p. Trawny i tym szlakiem pójdą następni. Płacić będziemy my wszyscy. Prawo i Sprawiedliwość wielokrotnie postulowało, by uszczelnić doktrynę prawną, tak by żądania Niemców odbiły się jak groch o ścianę. Zawsze spotykaliśmy się z niechęcią Platformy Obywatelskiej, która uważa, że są to sprawy indywidualne, iż nie dotyczą one państwa polskiego, a państwa Moskalików i Głowackich. Tak więc dopóki PO będzie sprawowało władzę w Polsce, dopóty będziemy Niemcom wypłacać premię.